Utwór
 
Osoba
 
Zespół
 
Serie
 
 
Publikacja
 
Rękopis
 
Instytucja
Szukaj
[Jak korzystać?]

[Więcej] Czy wiesz...

że historia szlagierowego utworu „M jak miłość” śpiewanego przez Wojciecha Gąssowskiego narodziła się tak naprawdę na Sali Kongresowej podczas bankietu z okazji 25-lecia Budki Suflera?

[dowiedz się]

Utwór (ostatnia modyfikacja: 2014-08-06 19:25)
Na prawo most, na lewo most

Tytuł

Na prawo most, na lewo most

Autor słów

OsobaKołaczkowska Helena

Autor muzyki

OsobaGradstein Alfred

1Wariant:Tekst utworu

Kiedy rano jadę osiemnastką,

chociaż ciasno, chociaż tłok,

patrzę na kochane moje miasto,

które mnie zadziwia co krok.

Bo tu Marszałkowska i Trasa WZ,

Krakowskie Przedmieście

i tunel, i wnet...

Na prawo most, na lewo most,

a dołem Wisła płynie,

tu rośnie dom, tam rośnie dom

z godziny na godzinę.

Autobusy czerwienią migają,

zaglądają do okien tramwajom.

Wciąż większy gwar, wciąż więcej nas

w Warszawie, najmilszym z miast.

Gdy po pracy z Pragi wracam pieszo,

mijam domów nowy rząd

i nad brzegiem staję, by nie spiesząc

na stolicę popatrzeć stąd.

Bo tam Stare Miasto podnosi się już,

różowy Mariensztat

uśmiecha się tuż...

Na prawo most, na lewo most,

a dołem Wisła płynie,

tu rośnie dom, tam rośnie dom

z godziny na godzinę.

A po Wiśle kajaki pływają,

robotnicy po pracy śpiewają.

Wciąż większy gwar, wciąż więcej nas

w Warszawie, najmilszym z miast.

A w niedzielę, kiedy dzień się chyli,

widzę z mostu świateł blask,

gdy w dalekich oknach w jednej chwili

noc zapala tysiące gwiazd.

I patrzę na wodę, latarnie w niej drżą,

i śpiewam dziewczynie mej

piosenkę tę:

Na prawo most, na lewo most,

a dołem Wisła płynie,

tu rośnie dom, tam rośnie dom

z godziny na godzinę.

Autobusy czerwienią migają,

zaglądają do okien tramwajom.

Wciąż większy gwar, wciąż więcej nas

w Warszawie, najmilszym z miast. [2], [3], [6]

Informacje dodatkowe

Walczyk nadwiślański[3].

Od dwóch tygodni w godzinach szczytu pół Warszawy stoi. Powód, wyłączenie z ruchu mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Wściekłym kierowcom i pasażerom, przypomnę, że był czas, gdy otwarciu przeprawy poświęcono piosenkę, jeden z największych przebojów PRL-u, a w nim słowa: „...tu Marszałkowska, tu Trasa Wuzet, Krakowskie Przedmieście i tunel i wnet. Na prawo most, na lewo most, A dołem Wisła płynie”. Czy ktoś napisze nową po remoncie? Wątpię. No to zajmijmy się tą starą.

W 1947, albo nawet w 1948 r. poetka OsobaHelena Kołaczkowska udała się wraz z mężem do Zakopanego. Towarzystwo było miłe, a czas taki, że chciało się zapomnieć o okropieństwach wojny. Jak się zaraz okaże, nie było to takie proste. Siedziałam ze znajomą w „Europejskiej” na Krupówkach, wspomina pani Helena, kiedy w pewnym momencie ona mówi: „Proszę się dyskretnie obejrzeć, tam siedzi Śmierć”. Spojrzałam w tym kierunku i zobaczyłam mężczyznę wychudzonego ponad miarę. Czaszka obciągnięta żółtawą skórą, usta w jakimś grymasie i płonące, czarne oczy. Jednocześnie było w nim coś poruszającego, jakaś nieprzeciętna wrażliwość, duchowość. „To musi być artysta”, pomyślałam.

Tego samego dnia po południu organizowano wycieczkę na Gronik. Kiedy już wszyscy usadowili się na pace ciężarówki, a samochód miał ruszać, ukazał się spóźniony pasażer. Okazał się nim być ów tajemniczy Człowiek-Śmierć. Czarny kapelusz z wielkim rondem, obszerny płaszcz, tylko potęgowały przedpołudniowe wrażenie. Kiedy towarzystwo dotarło na miejsce i podano herbatę, mąż pani Heleny zaproponował:

– Jest tu fortepian, zaśpiewaj może państwu kilka swoich piosenek.

Popis spotkał się z aplauzem słuchaczy, ale także z zainteresowaniem tajemniczego nieznajomego. Tak OsobaHelena Kołaczkowska poznała OsobaAlfreda Gradsteina. To był bardzo wykształcony człowiek, wspomina. Pochodził z Częstochowy, ukończył warszawskie konserwatorium, przed wojną ożenił się z Francuzką i wyjechał do Paryża. To w pewnym sensie uratowało mu życie. Jako Żyd ożeniony z Francuzką nie trafił do Oświęcimia, a do jakiegoś miejscowego obozu, gdzie żona nawet mogła go odwiedzać. Mimo to, kiedyśmy się poznali, był bardzo schorowany i musiał brać insulinę. Podczas tego pierwszego spotkania okazało się, że oboje mieszkamy w Warszawie, w związku z tym zaproponował, że nauczy mnie aranżowania moich utworów, tak żebym mogła samodzielnie je zapisywać.

Państwo umówili się, że po powrocie do stolicy zdzwonią się w sprawie spotkania. Miało się ono okazać brzemienne w skutkach. Jak można się spodziewać było bardzo miło, OsobaHelena Kołaczkowska przyniosła parę swoich tekstów, gospodarz pochwalił, nawet zaproponował:

– A może byśmy tak razem coś napisali?

– Ale co?

I wtedy usiadł do fortepianu i zagrał parę dźwięków:

– No co ja mogę do tego napisać? – Odpowiedziała autorka. I rzuciła „na rybkę”: „Na prawo most, na lewo most”.

– Dobrze. Piszemy dalej.

Rozpoczął się niebywały wieczór. Dość powiedzieć, że praca trwała przez dwanaście godzin bez przerwy. Mąż pani Heleny i siostra kompozytora donosili kanapki oraz herbatę, aż gotowe były zwrotki wraz z refrenem. Całość tekstu została dokończona w ciągu kilku dni. Piosenka wydała się chwytliwa i na czasie. I wbrew późniejszym opiniom wcale nie propagandowa. Myśmy byli tak szczęśliwi, mówi pani Helena, że się Warszawa odbudowuje, że domy rosną, ż tu jest nowy dach, tu powstał nowy sklepik, tam odgruzowano jakąś ulicę i można przejść. Wy nie możecie sobie tego wyobrazić.

My może nie, ale ówcześni czytelnicy warszawskiej popołudniówki „Ekspresu Wieczornego” tak. W konkursie przyznali co prawda piosence trzecie miejsce, ale i tak „Na prawo most, na lewo most” przeszła do legendy. Warto przypomnieć, że jej pierwszą wykonawczynią była młodziutka OsobaAlina Janowska. A potem posypały się różne wersje, najbardziej znana ZespółChóru Czejanda, ale także duetu ZespółRinn-Czyżewski, OsobaIreny Santor, Chóru Polskiego Radia z Danielą Ogłazą. W Związku Radzieckim doczekała się trzech różnych przekładów (nie mających wiele wspólnego z polskim tekstem), podobnie było z tłumaczeniem na angielski. To po prostu uroczy, stylowy walczyk. Mógł się podobać bez związku z mostami.

Teraz znów wywołuje westchnienie za wygodą przedostania się na drugi brzeg. A dołem Wisła płynie[4].

Występuje na fonogramach

 
Copyright © 2007-2011 Biblioteka Polskiej Piosenki • Ostatnia aktualizacja: 2018-07-26 21:59
powered by Athenadeign by TreDo
Odsłon od Listopada 2007
77575983

Odwiedzin od Grudnia 2010
58795416
Korzystanie z zamieszczonych na stronie internetowej utworów (w szczególności tekstów piosenek i nut) i ich opracowań, w całości lub jakichkolwiek fragmentach, jest dozwolone wyłącznie w zakresie własnego użytku osobistego w sposób nienaruszający normalnego korzystania z utworu lub słusznych interesów twórcy. Zakazane jest korzystanie lub/i rozporządzanie opracowaniami, przeróbkami i modyfikacjami utworów zamieszczonych na stronie internetowej. W szczególności zakazane jest wykorzystywanie zamieszczonych na stronie internetowej utworów lub/i ich fragmentów, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, w celach zarobkowych.

Biblioteka Polskiej Piosenki dąży do popularyzacji i utrwalenia wiedzy o polskiej piosence historycznej i współczesnej. Jako instytucja publiczna stara się utrzymać najwyższe standardy zgodności z obowiązującym w Polsce prawem. Biblioteka nie czerpie żadnych korzyści z podejmowanych przedsięwzięć - kieruje się dobrą wolą. Szacunek do pracy Twórców, Autorów i Artystów jest jedną z fundamentalnych zasad funkcjonowania Instytucji. Jeżeli umieszczenie tekstu utworu jest sprzeczne z czyimiś prawnymi lub osobistymi interesami - uprzejmie prosimy o kontakt przy pomocy znajdującego na górze strony formularza lub przy pomocy poczty elektronicznej. Tekst zostanie bezwzględnie usunięty.

Strona Biblioteki Polskiej Piosenki wykorzystuje tzw. pliki cookie do zliczania unikatowych odwiedzin oraz przechowywania informacji o historii odwiedzonych rekordów Biblioteki Cyfrowej. Pliki cookie nie są przechowywane po zamknięciu sesji przeglądarki. Odwiedzający może zmienić ustawienia plików cookie korzystając z odpowiednich okien ustawień swojej przeglądarki.
To jest archiwalna odsłona strony i bazy CBPP.